Krytyczny przyjaciel w sieci: informacja zwrotna

przez Danuta Kitowska

 = czyli uważam jednak, że dając siebie, nie mam ochoty “dostać po głowie”

Tak bardzo się starałaś, aby ten post był rzetelny i merytoryczny. Kilka tygodni przygotowań: budowanie koncepcji, zbieranie materiałów, tworzenie struktury, redakcja, korekta, wrzucenie do brzucha WordPressa i… publikujesz! Jest! Jeszcze tylko rzucisz okiem, jak się prezentuje na zewnątrz. Akceptujesz. Z niepokojem czekasz na pierwsze reakcje. Czy spodoba się twoja interpretacja? Czy nie zawiodła cię intuicja? Piknęło w telefonie – tak, pojawił się nowy komentarz, klikasz, aby zobaczyć co na temat artykułu napisał pierwszy gość. 

A tam: Autorko, “przede wszystkim” pisze się osobno. Kurtyna.

Jak to jest z tą informacją zwrotną w sieci? Czy każdy krytyczny komentarz pełni rolę informacji zwrotnej? Różnie z tym bywa. Prawdziwa informacja zwrotna moim zdaniem powinna być konstruktywna i coś konkretnego wnosić, nie może deprecjonować autora, a jedynie służyć rozwojowi jego warsztatu. Obruszacie się? Myślicie sobie: czyżbym uważała, że dążenie do używania poprawnej polszczyzny nie było rozwojowe? Oczywiście, że tak, ale w naszej kulturze edukacyjnej, gdzie piętnuje się błędy językowe i formalne ponad wszystko, pęcznieją, nabierają specjalnej, a przecież niepotrzebnej mocy.

Tego typu błędy naprawdę można wskazać w prywatnej korespondencji i wtedy będą wartościowe dla autora i jego dzieła najbardziej, bo nie będą podszyte niepotrzebnymi emocjami. 

można inaczej?

Kiedyś zrobiłam koszmarny błąd na stronie uczelni, którą kierowałam (i nie był to żaden błahy błąd językowy – w nekrologu “uśmierciłam” niewłaściwą osobę), wtedy napisała do mnie pewna studentka w prywatnym mailu zwracając uwagę na konieczność poprawienia błędu. Dobrze, że nikt nie zdążył zrobić zrzutu ekranu – bo tłumaczyłabym się bardzo długo, jestem jej do dziś bardzo za to wdzięczna. Zachowała się jak prawdziwy (krytyczny) przyjaciel. 

Pojęcia krytyczny przyjaciel użył Cristopher Day w książce Rozwój zawodowy nauczyciela w kontekście codziennego wsparcia w środowisku szkolnym “opartego na praktycznym partnerstwie podejmowanym ochotniczo, zakładającym relacje między równymi sobie osobami, mającymi korzenie w powszechnym pragnieniu dzielenia się obawami”. Relacja jest nacechowana “ufnością”, a “krytyczny przyjaciel” różni się od mentora (z dominującą postawą wynikającą z wiedzy, doświadczenia, wykształcenia).

naprawdę?

Codziennie w sieci spotykamy szereg komentarzy do postów. Spróbujmy przyjrzeć się jednemu z nich.

Informacja zwrotna

Czy naprawdę zamysłem tej niepodpisanej osoby było poinformowanie autorki bloga, że wypróbuje jej scenariusz? Nie, trzeba było wytknąć błąd. Czujecie satysfakcję w głosie komentującej, czytając to zdanie: polonistce – nawet nieprzeciętnej…? Fiu fiu, ale jej pokazałam! I mimo, że słowa opakowane są “w celofan”, nie dajcie się nabrać – to nie jest może hejt, ale na pewno złośliwość w czystej postaci, mająca na celu publiczne zdeprecjonowanie autora. Oczywiście nie wiadomo, jaka była przyczyna i to tutaj nie ma znaczenia. Jesteśmy dorośli i za swój styl wypowiadania się w sieci w pełni odpowiadamy.

Nie ma co więc dyskutować z takim adwersarzem, może jedynie kulturalnie rzucić  “dziękuję” i się oddalić. 

Podsumowanie

Oczywiście, że mamy prawo do błędów (i polonistki też do nich mają prawo). Zachęcam do uprawiania takiego modelu myślenia, a kiedy poczujemy się wolni od presji pracy bez błędów, może wreszcie zaczniemy robić więcej, lepiej i bardziej. 

Spróbujcie podejmować rolę krytycznego przyjaciela wobec innych treści w sieci, ale też podzielcie się swoimi doświadczeniami z tych informacji zwrotnych, które przyniosły wam rozwojową korzyść, a nie poczyniły emocjonalnych strat.

Uzupełnienie

Miałam już napisany post, ale wpadłam na pomysł, żeby jeszcze zapytać o doświadczenia członków grupy “Nauczyciele w sieci”:

Mam prośbę: przygotowuję post na naszą platformę Nauczycielwsieci.pl na temat wytykania przez czytelników w niefajny sposób błędów w tekstach blogowych. Macie tu jakieś doświadczenia? Jak się czujecie wobec takich komentarzy? Jak reagujecie?

Możecie pisać tu w komentarzach, możecie pisać na priv.

Tak, refleksja ma służyć budowaniu kultury w komunikacji nauczycieli w sieci.

Post wywołał lawinę komentarzy, wywiązała się gorąca dyskusja, która w większości koncentrowała się wokół problemu “czy i jak bardzo ważne są błędy językowe w nauczycielskich treściach internetowych”. Wiem na pewno, że podchodzić do wielu ocen, opinii w sieci bez emocji, to jedna z wielu rzeczy, których musi się nauczyć każdy bloger.

Odpowiedzi na moje pytanie nie było wiele, tym bardziej za nie dziękuję. Twórcy, podzielili się doświadczeniem, w większości każdy zanotował jakąś “wpadkę”, która została skomentowana w sposób nie do końca konstruktywny. Blogerzy mają swoje patenty, na takie komentarze:

Jeżeli ktoś kulturalnie poda źródło inne, z innym obrazem danej treści lub wykaże literówkę czy inny błąd, to dziękuję i poprawiam. Z osobami reprezentującymi brak kultury osobistej nie rozmawiam.

 Ja zwykle dziękuję za darmową korektę i proszę o kontynuowanie sprawdzania moich błędów:)) 😉 Zawsze podkreślam wtedy, że cieszę się, że nie muszę płacić za korektora:))

Kiedyś czytałem wszystko dwa razy i prosiłem o korektę, ale zabierało to całą przyjemność z chęci dzielenia się wiedzą, pomysłami. Na pewno gdzieś w tyle jest obawa, że ktoś się uczepi. Kiedy błąd jest drobny, dziękuję, obracam w żart. Kiedy ktoś na siłę chce być mądrzejszy, nie wchodzę w debatę, jeżeli obraża to usuwam. Czasem niestety ludzie komentują negatywnie bo chcą się wybić na cudzej pracy. Natomiast debaty i dyskusje rzeczowe, merytoryczne nt. “dlaczego tak a nie inaczej”, albo “super, a jeszcze bym dodał…” uwielbiam:)

Diagnostyczne było to, że są wśród nas osoby, które antycypują takie sytuacje i właśnie dlatego nie piszą. I to już jest duża strata:

W strachu przed błędami nie prowadzę żadnego bloga czy strony dla nauczycieli. Dla mnie matematyka napisanie kilku zdań po “polsku” to wyzwanie a co dopiero poddać się krytyce.

Prowadzę blog, ale wiedzą o nim tylko moi uczniowie. Sprawdzam każdy wpis pod kątem błędów przed publikacją. Nie decyduję się na upublicznianie, ponieważ przykre komentarze spowodowałyby, że w ogóle przestałabym pisać dla uczniów.

Na szczęście, prawie wszyscy interlokutorzy byli zgodni, że forma wskazywania błędów powinna być odpowiednio kulturalna: błędy są błędem, ale ich publiczne wytykanie niegrzecznością.

A swoją drogą, mówimy ostatnio o kulturze uczenia się na błędach.Jesteśmy w stanie wybaczyć je uczniowi, ale wobec siebie nie mamy tyle wyrozumiałości (…).

Czy nauczyciel, który sam nie daje sobie i innym prawa do popełniania błędów, jest w stanie realizować taką koncepcję z uczniami?

Na zakończenie przytaczam w całości komentarz Asi Krzemińskiej, który podsumowuje grupową dyskusję i puentuje mój dzisiejszy post:

Czytam wpisy i zastanawiam się, czy nikt z komentujących nie popełnił nigdy błędu (jakiegokolwiek). Tak wiele radykalnych słów napisano o błędach ortograficznych. Zgoda, nie powinny się pojawiać, ale jeśli już się zdarzą, nie są objawem braku szacunku czy nonszalancji. Nie chodzi również o niechlujstwo, jak sugeruje część komentujących. Błąd to błąd. Ten się nie myli, kto nic nie robi. Zastanawia mnie tylko jedno. Skoro tak bardzo podkreśla się niestosowność występowania potknięć językowych (na różnych płaszczyznach), to czy rozmówcy równie starannie i bezbłędnie prowadzą swoje lekcje? Bywam na zajęciach otwartych, konferencjach i niestety często obserwuję brak tejże poprawności (co wynika z różnych względów). Czy i takie błędy są (jak sugeruje spora grupa komentujących) wyrazem brak szacunku? Dla słuchaczy, uczniów, własnej pracy? Może warto się zastanowić, czy każdy z nas jest doskonały? Bardzo mi przykro, że nie potrafimy się wspierać i tylko szukamy powodu, by wytknąć komuś potknięcie. Chcemy by uczniowie byli otwarci, nie bali się myśleć samodzielnie, ale to przecież wymaga popełniania błędów. Nie chciałabym być narażona na ciągłą krytykę, będąc uczniem. Przestałabym się dzielić własnymi przemyśleniami, bojąc się srogich konsekwencji. Myślę, że taka blokada jest też w nas, dorosłych, nauczycieli. Dlatego wiele osób boi się pokazywać swoją pracę szerzej (a dzieją się fantastyczne rzeczy, które lądują w szufladzie z obawy przed krytyką).

Jak niektórzy z Was wiedzą od kilku lat prowadzę blog Zakręcony belfer. W tym czasie zdarzyło mi się kilkukrotnie popełnić gafę (różnego typu). Mimo tego, że czytam swoje teksty i staram się, by były jak najlepsze, jest to nieuniknione. Spotkałam się z różnymi reakcjami. Od ostrej krytyki (za którą podziękowałam, choć miałam ochotę na równie nieprzyjemną odpowiedź), po prywatną wiadomość z subtelnym zwróceniem uwagi (za którą również podziękowałam, z wdzięcznością). Wiem, że publikując narażam się na ocenę. Uważam jednak, że dając siebie, nie mam ochoty “dostać po głowie”. Rzecz jasna nie oczekuję jedynie pochwał, nie w tym rzecz. Tyle padło słów o szacunku. I ja tylko i aż tego szacunku oczekuję. To nic trudnego, zapewniam