Dlaczego warto założyć bloga? – Cykl: jak to się zaczęło? – Jolanta Przygocka

przez Post Gościnny

Rozpoczynamy publikację cyklu gościnnych artykułów „Jak to się zaczęło?”, w którym blogerzy, vlogerzy, twórcy grup facebookowych opowiedzą swoje historie. O czym? O rozterkach i wątpliwościach, ale i o odwadze, która zadecydowała aby wyjść z cienia, wkraczając na nie zawsze wygodną ścieżkę twórcy w sieci. O tym ile daje blogowanie autorom, a ile czytelnikom. I że zazwyczaj to się nie kompensuje. Czy zatem warto tworzyć edukacyjny przekaz w Internecie? Tym bardziej, że nie zawsze dzielenie się wiedzą w sieci jest dobrze postrzegane w naszej szkole czy placówce?

 

Zapraszamy do inaugurującego cykl artykułu Jolanty Przygockiej pt. „Dlaczego warto założyć bloga?”.

Dlaczego warto założyć bloga?

To już kolejny raz, kiedy ktoś prosi mnie, żebym opowiedziała o tym, dlaczego założyłam bloga. Nawet się trochę martwię o tych, którzy słuchają tej opowieści kolejny raz, bo będą się bali otworzyć lodówkę, żebym stamtąd nie wyskoczyła ze swoją opowieścią, jak zostałam blogerką. Dlaczego właśnie moja opowieść o początkach blogowania miałaby być ciekawa? Kiedy skończyłam swoje pierwsze „świadectwo” prowadzący podsumował: w każdym wieku można zacząć. Tak, ja jestem w słusznym wieku, zaraz mogę starać się o świadczenia emerytalne, więc od razu nasuwa się pytanie: po co jej to, zapragnęła sławy na stare lata?

 Ta opowieść będzie o tym, dlaczego warto założyć bloga i dlaczego sięgam po takie nowoczesne narzędzia, choć jestem wiekową nauczycielką. Będzie również opowieścią o młodych ludziach, którym wiele zawdzięczam, którzy stawali na mojej drodze i zmuszali mnie do wychodzenia ze swojej strefy komfortu, poznawania nowych rzeczy i podejmowania nowych wyzwań. Przeczytasz również o tym, że miałam w sobie pokorę słuchać „smarkaczy”, pytać ich i prosić o radę.

Pierwsza była moja uczennica, która stała się moją koleżanką z pracy. To Kasia odczarowała dla mnie Facebooka. Ja, niegdyś posiadaczka konta na Naszej Klasie i Gadu-Gadu, uważałam, że Facebook jest kolejnym narzędziem, a właściwie pożeraczem czasu, które jest mi zupełnie niepotrzebne. Dopiero rozmowa z młodą kobietą, która nie wyobrażała sobie, żeby nie korzystać z FB, szczególnie z opcji „obserwuj stronę” i „powiadom o wydarzeniu”, skłoniła mnie do wejścia do sieci. Na początku zachowywałam się na Facebooku jak szpieg z Krainy Deszczowców, Karramba, choć występowałam pod własnym imieniem i nazwiskiem. Moja metryczka-wizytówka na FB jest prawie pusta, nie znajdziecie w niej za dużo o moim życiu prywatnym, bo do tej pory jej nie uzupełniłam. Dopiero po dłuższym pobycie w sieci pojawiła się na koncie moja fotka. Obserwowałam grupy nauczycielskie, czytając z wypiekami na twarzy różne wypowiedzi, a potem wykorzystywałam na swoich lekcjach nowe sposoby i triki na wytłumaczenie różnych pojęć matematycznych. Z czasem nabrałam pewności siebie i sama dzieliłam się swoimi pomysłami. Najukochańsza grupa – Ocenianie kształtujące – to właśnie tam znalazłam informację o kursie online OK zeszyt. Nie było to moje pierwsze szkolenia z OK, ale dopiero ten kurs zmusił mnie do trwałej zmiany. Jeden z modułów, a właściwie pytanie „Czy ty widzisz proces uczenia swojego ucznia i śledzisz go na bieżąco?” wywróciło mój warsztat pracy do góry nogami. Polecam. Później stałam się okejką, czyli osobą, która pomaga innym na kursie. To właśnie na spotkaniu nowych okejek, Agnieszka powiedziała, że moje pomysły na lekcje są inspirujące. Ja się wzruszyłam, a na pytanie uczestników, jaki mam adres bloga, gdzie można mnie znaleźć, mogłam podać jedynie stronę swojej szkoły i zakładkę „Tak uczymy”. W sierpniu przyjechałam na II spotkanie facebookowej grupy oceniania kształtującego i ta sama Agnieszka zadała mi pytanie: „Jakie prowadzisz warsztaty?” To było dla mnie dziwne, przyjechałam jako uczestnik, nawet nie pomyślałam, że mogę się dzielić wiedzą jako prowadząca. Ten sierpień był przełomowy. Gimnazja zostały zreformowane, ja wracałam do uczenia w szkole podstawowej, a moja zakładka z opisanymi lekcjami ginęła razem z gimnazjum… I znów młody człowiek, Dawid, pracownik Uniwersytetu Wrocławskiego, który opowiadał o warsztacie nauczyciela, o tym, czym dla nauczyciela powinny być media społecznościowe, przekonał mnie do zmiany. Wyszłam z warsztatów z myślą: tak teraz jest mój czas, muszę założyć bloga. I jak to ja, w gorącej wodzie kąpana, wykonałam telefon do innego Dawida. Zdziwi was, że to znowu był młody człowiek? Oderwałam biedaka od rodzinnego obiadu i zażądałam szybkiej instrukcji, na jakiej stronie założyć bloga i co tam jeszcze muszę zrobić, żeby zacząć…  Dawid szybko wyrzucił z siebie informacje. Zgubiłam się po kilku słowach, ale wybłagałam SMS-a z instrukcją, kolejnymi krokami, które muszę wykonać. Godzinę po powrocie z Wrocławia, usiadłam przy laptopie, żeby stworzyć swojego bloga. Jak myślisz, udało się? Tak, ale obok siedziała kolejna młoda osoba, moja córka Iza, która pomogła mi przebrnąć przez kolejne, wydawane po angielsku, polecenia.

I stało się, zostałam właścicielką bloga Matlekcja.pl i właścicielką fanpage’a o tej samej nazwie. I zapytasz pewnie: po co mi to? Pisząc ten artykuł zastanawiam się nad tym już kolejny raz. Dzisiaj odkryłam, że dla mnie, w tamtym czasie, blog był terapią. Straciłam ukochaną szkołę, zespół nauczycieli, z którymi zaczęliśmy robić spacery edukacyjne. Reforma, w której założenia nie wierzyłam, weszła w życie i nic na to nie mogłam poradzić, więc znalazłam sobie ucieczkę od tego wszystkiego i ratowałam się pisaniem bloga.

Jest coś jeszcze, co mi daje ten wysiłek i czas poświęcony na opisywanie swoich lekcji. A warto tu wspomnieć, że wysiłek to niemały, szczególnie dla nauczyciela przedmiotów ścisłych, któremu niełatwo przelać swoje myśli na papier. Kiedy opisuję swoje lekcje, cykl lekcji, jakieś obserwacje, to bardzo szczegółowo je analizuję. Takiej refleksji po zakończonej lekcji nigdy nie robiłam. Szczegółowo dokumentuję swoją pracę, nawet ją fotografuję.  Czy robiłabym to do szuflady? Kiedy publikuję jakiś wpis, a pod nim pojawiają się komentarze, ktoś pisze, że robi to inaczej, inspiruję się i zaraz sprawdzam sposób opisany przez innego nauczyciela. Tak naprawdę często dostaję gotowy materiał do wykorzystania na lekcji.

Dzielę się, czyli mnożę. Opisuję moje przemyślenia i sposoby na lekcje, a ktoś inny z nich korzysta i cudownie mnożymy dobre lekcje w naszej edukacji. Korzystają na tym nauczyciele, mając satysfakcję, jeżeli nie finansową, to chociaż z dobrze przeprowadzonej lekcji, na której widzą większe zaangażowanie uczniów.

Prowadzę bloga i obserwuję swój rozwój w kilku obszarach:

– rozpisałam się – ja, która nie potrafiłam napisać niczego inaczej niż w punktach, teraz wypisuję całe strony;

– rozrysowałam się – coraz częściej korzystam z rysunku, żeby opisać jakąś sytuację. Moim rysunkom jeszcze daleko do tych, które znajdziecie na stronach FB związanych z myślografią i  sketchnotingiem, ale cieszę się, że z rysunku na rysunek moje postacie coraz piękniej skaczą czy fruwają i zaczynają mieć głębię, jak powie matematyk – trzeci wymiar;

– nabrałam odwagi. Wychowywano mnie zgodnie z maksymą „siedź cicho jak mysz pod miotłą”, teraz nazywają mnie pokoleniem X. Wychodzę ponad to, staram się nie chować głowy w piasek, próbuję prężyć pierś, gdy słyszę komplement i odważnie mówię TAK na zaproszenia na konferencję, webinar czy live. A tę zmianę zawdzięczam blogowi, bo to on mnie otworzył na świat.

Jeżeli ktoś powie, że blog to za dużo pracy i wystarczy mu, że podzieli się na FB tym, co się ciekawego wydarzyło na lekcji, to powiem, że wcale nie wystarczy. Twoje interesujące pomysły zginą w facebookowym kotle, nikt ich później nie znajdzie. A jeszcze znawcy mówią, że FB zaraz zastąpi inna platforma społecznościowa… Dlatego namawiam – ZAKŁADAJ BLOGA i pisz, pisz… Niech to będzie Twoja opłacona strona, żeby nikt Ci jej nie zamknął. Pisz, bo warto! A może nawet nagrywaj. To mój kolejny cel – nagrywać. Ciekawe, kiedy się odważę.

Taka jest moja historia blogowania. Życzę Ci takich ludzi na swojej drodze, jakich ja spotkałam, którzy pomogą się Ci otworzyć się i dzielić się na blogu, tym, co w Twojej nauczycielskiej duszy gra.

 

Jolanta Przygocka, nauczycielka matematyki z duszą przyrodnika, blogerka: matlekcja.pl